wyjazd do Szwecji czyli co pakuję do plecaka na którą fotowycieczkę - i dlaczego

Niespodziewany trip do Malmo, czyli co pakujemy ze sobą

Miałam nagrać Wam photoshopowy tutorial w tym tygodniu, ale tymczasem okazało się, że przede mną krótki, niespodziewany lot do Szwecji, więc przy tej okazji zdecydowałam się nagrać dla Was krótkiego vloga. Łapcie go poniżej. 

 

A dla spragnionych wersji czytanej (i też trochę bardziej rozbudowanej), jest i artykuł 🙂

Ograniczenie bagażu

Przysługuje mi tylko bagaż podręczny. Jeden. Nie mogę wziąć swojej ulubionej, fotograficznej torby, bo ta nie zmieści mi się do głównego plecaka – nie mogę za to wziąć tylko torby fotograficznej, bo jest zbyt mała, by pomieścić coś więcej, niż tylko garść fotograficznego sprzętu. Pech. Będzie trzeba biegać z plecakiem. 

Lustrzankowe wątpliwości

Wiem, że zakrawa to na herezję, ale początkowo nie chciałam brać ze sobą lustrzanki. Tak, wiem, brzmi to strasznie, zważywszy na to, czym się zajmuję, ale już wyjaśniam. Nie jestem osobą, która robi zdjęcia krajobrazowe i nie do końca chętnie robię zdjęcia z podróży. Jest jednak pewne ALE. Doświadczenie nauczyło mnie, że ilekroć nie wezmę ze sobą lustrzanki, zdarza się coś, co sprawia, że bardzo tego żałuję. Efektem czego – tym razem zamierzam ją zabrać, choć biorę pod uwagę fakt, że mogę z niej wcale nie skorzystać. A więc lustrzanka – do torby.

Obiektywy na drogę

Jeśli chodzi o obiektywy, to na co dzień pracuję z sigmowską 18-35, którą bardzo lubię, choć nie sprawdza się przy pełnej klatce. Rozważałam wzięcie 50-tki pentacona, która zalega na półce i się kurzy – bo nie lubię stałek – ale obiektyw manualny w podróży nie jest tym, co szczególnie cenię, choćby ze względu na moją wadę wzroku. I tak, tu wiele osób może powiedzieć „w czym problem, w razie czego możesz odpalić live view”, ale znów – podgląd na żywo ma pewne wady. Przede wszystkim: słońce nie pomaga przy fotografii live view, a i strasznie żre baterię. Moja wada wzroku z kolei nie jest klasyczną wadą – mam tzw. oczopląs, dość rzadką wadę wrodzoną, która objawia się tym, że moje oczy skaczą. Mogliście zauważyć to na wielu filmach. To, co faktycznie jest problematyczne, to fakt, że ciężko mi niekiedy złapać ostrość – nigdy do końca nie będę widzieć idealnie ostro, tak jak większość ludzi, niezależnie od tego, czy mam na nosie okulary czy też noszę soczewki. Ot, taka kijowa wada. Przy fotografii i konieczności obsługi manualnej obiektywu to faktycznie bywa problem – nawet gdy odpalę live view, nie mogę być do końca pewna, czy ostrość jest ustawiona idealnie. A więc 50-tka odpada, choć byłaby idealna, zważywszy na to, o jak wiele jest lżejsza od 18-35. Ostatecznie więc zdecydowałam się na… nielubiany przez większość ludzi, kitowy 18-105. Ponieważ nie planuję robić zdjęć wieczorami, 18-105 da sobie radę znakomicie.

Nie wierzcie tym, którzy mówią, że to obiektyw do kitu. To obiektyw kitowy, czyli taki, który jest dołączany do zestawów z body, ale jest całkiem dobrym obiektywem, gjeśli tylko znamy jego ograniczenia. Także w plenerze sprawdza się całkiem nieźle – poza tym jest obiektywem dość uniwersalnym, co w podróży bywa bardzo przydatne. 

Co jeszcze jedzie

Zabieram ze sobą ładowarkę z powerbankiem, którą możecie znać z filmu i/lub artykułu o pięciu gadżetach dla fotografa. Przede wszystkim jednak zabieram ze sobą telefon, ponieważ zamierzam nagrać dla Was krótki film z podróży. Co prawda Malmo to nie jest okolica pięknych, szweckich fiordów, ale drogę powrotną zamierzamy pokonać samochodem, a następnie przeprawić się promem do Polski, więc jest szansa na całkiem przyjemne widoki po drodze. A przynajmniej mam taką nadzieję.

To, co jeszcze jedzie ze mną, to bezprzewodowe słuchawki, których mikrofon świetnie sprawdza się przy nagraniach – wypada znacznie lepiej od mojej krawatówki.

Selfie stick do telefonu. Nie używałam go dotychczas w podróży, a i kamera w nim drży jak głupia, ale może uda mi się opracować jakiś patent.

Statyw. I to statyw do telefonu, nie do aparatu.

Zabieram też podręczny głośnik, który niedawno zakupiłam i nie miałam dotąd okazji jego przetestowania – myślę, że to będzie dobra okazja ku temu. Szczególnie, że głośnik jest wyjątkowo mały i bezprzewodowy.

Książka. Wiadomo. Książki zawsze dobre – nieważne, czy nudzisz się w samolocie, czy płyniesz promem osiem godzin.

 

Nie biorę dysku zewnętrznego, ponieważ nie spodziewam się takiego natłoku materiału, by trzeba go było zgrywać po drodze, ale biorę dodatkowe karty pamięci – szczególnie do telefonu, ponieważ filmy mają to do siebie, że szybko zapychają pamięć, nawet jeśli używamy karty 128 GB.

Zrezygnowałam też z lampy reporterskiej. Wahałam się też co do blendy, ale potem przypomniało mi się, że nie zamierzam fotografować ludzi (przynajmniej nie inaczej niż reportersko), więc również zostawiam ją w domu.

***

I to właściwie tyle. Lecę kończyć pakowanie i widzimy się za kilka dni – mam nadzieję, że wrócę do Was z ciekawym, podróżniczym vlogiem… i że pogoda dopisze 😉 

Jeśli znacie jakieś fajne miejsca, które warto w Malmo lub w okolicy Malmo odwiedzić, koniecznie piszcie! 

Jesteśmy też

Sztuka Retuszu

Uczymy retuszu, bo Photoshop jest fajny. Razem z Panem Kotem robimy też jutiuby, przy czym Pan Kot mniej, bo on głównie śpi.

Tutoriale z Photoshopa znajdziecie o, tu: www.youtube.com/sztukaretuszu
Jesteśmy też

Latest posts by Sztuka Retuszu (see all)

  • Pingback: Kilka słów o vlogowaniu i planach na najbliższe tygodnie – Sztuka Retuszu()

  • Ciekawy wpis! Najważniejsze, żeby nie pakować się na ostatnią chwilę. 🙂

  • Danuta Brzezińska

    Malmo urocze, kilka ładnych fotek jest gdzie zrobić, więc ta lustrzanka się przyda na pewno.

  • Dreszczyk emocji związany z pakowaniem, przyjemność przygotowywania się do podróży. 🙂
    Bookendorfina

  • Bardzo fajny wpis! Zostanę na dłużej z przyjemnością 😊

  • lubę Cię oglądać i słuchać 🙂
    have fun w Szwecji! ja byłam dawno temu ale bardzo pozytywnie wspominam 🙂

  • Wielopokoleniowo 3

    JA od jakiegoś czasu rezygnuję z zabierania lustrzanki – często później żałuję 😉